Stan Lee - Król Cameo

2

Cameo to świetna zabawa! Wrrrróć. Podejrzewam, że wszyscy wiecie, czym jest owe cameo, ale gdyby było jednak inaczej – jest to gościnny występ osobnika (zazwyczaj gwiazdy) w filmie, serialu, kreskówce, czy grze komputerowej. Ot taki postmodernizm w wersji light. Także tego.

---

Cameo to świetna zabawa! Dla odbiorców, bo zobaczenie dobrze znanej twarzy w miejscu, w którym się tego nie spodziewamy to fajne zaskoczenie. Szczególnie, gdy owa rola jest pomysłowa, zabawna i wnosi powiew świeżości. Dla twórców, bo przede wszystkim w przypadku seriali, może wyrwać ich z rutyny planu, a także częstokroć podnieść prestiż swojej produkcji. Wreszcie dla samych gości, bo często ich występ staje się dla fanów jednym z najjaśniejszych momentów filmu/serialu. Zwykle takie cameo jest odejściem od klasycznego emploi, czy w ogóle roli na planie danej gwiazdy, a nierzadko zdarza się, że owa „special guest star” uwielbia daną serię i pojawienie się w niej choćby na moment jest po prostu dużą frajdą.

Bruce szybko się zadomowił w serialu, a miał raptem kilka odcinków.

Bruce szybko się zadomowił w serialu, a miał raptem kilka odcinków.

Ok, wszyscy wiemy, z czym to się je, więc możemy przystąpić do wyliczanki. Zacząć trzeba od Przyjaciół, bo dość powszechnie uważa się, że ten klasyk zebrał w swoje historii największą ilość gościnnych występów supergwiazd. W przeróżnych rolach pojawiają się tu naprawdę głośne nazwiska. Moim ulubionym cameo serii jest chyba Bruce Willis. Aktor zaliczył bodaj kilkuodcinkowy epizod, wcielając się w Paula - ojca jednej z wybranek Rossa i jednocześnie chłopaka Rachel – popisując się talentem komediowym i dając całej serii jedne z zabawniejszych odcinków w ogóle. Niewiele ustępował mu, chociaż miał nieco mniej czasu na antenie, Bradd Pitt pojawiający się pewnego razu na kolacji u przyjaciół, jako kumpel Rossa i Moniki z czasów szkolnych. Will darzy szczerą nienawiścią Rachel, co oczywiście prowadzi do serii ciętych dialogów. Danny DeVito zjawia się na wieczorze panieńskim Phobe, jako pełen zwierzęcego seksuapilu striptizer. To tylko wierzchołek góry lodowej. W kolejnych odcinkach urozmaicają nam serial między innymi Julia Roberts, Paul Rudd, Jon Favreau, czy Winnona Ryder. Lista jest naprawdę imponująca!

giphy (1)

Jednak wbrew dość powszechnej w Polsce opinii nie jest to najdłuższa lista epizodów gwiazd. Na głowę Przyjaciół bije bowiem chyba moja ulubiona tasiemcowa komedia – Entourage. Akurat ta produkcja HBO nie jest u nas szczególnie znana (choć po pełnometrażowym filmie nieco bardziej), więc króciutko – rzecz jest o grupce kumpli, z których jeden właśnie zaczyna być supergwiazdą Hollywood. Przez osiem sezonów poznajemy wzloty i upadki jego, jak również (czy może przede wszystkim) całej jego świty. Polecam wszystkim (choć bardziej facetom, niż kobietom – sporo tu żartów, które można uznać za nieco szowinistyczne) zwłaszcza, że oglądanie filmu, bez znajomości serii mija się z celem i sprawia, że wypada on dość blado. Czym byłaby historia o Hollywood, bez gwiazd? No właśnie, twórcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę, więc od pierwszych minut serii, co krok spotykamy kogoś z pierwszej ligi fejmu w roli samego siebie – aktorów, muzyków, sportowców, reżyserów czy po prostu celebrytów. Wita nas Mark Wahlberg, na którego wspomnieniach seria jest lekko oparta, a w pierwszym sezonie możemy zobaczyć jeszcze chociażby Jessicę Albę, Jimmy’ego Kimmela, Lennoxa Lewisa, Big Boy’a Scarlett Johansson. Cały serial jest w założeniu ostrą satyrą na świat gwiazd, więc nierzadko owe gwiazdy musiały popisać się dozą odwagi i dystansu do samych siebie. Co powicie na Boba Sageta – seksoholika, który jest cały czas na haju, albo Stana Lee mówiącego Sashy Grey, że skądś ją kojarzy i to nie było Girlfriend Experience, wówczas jedyny „grzeczny film” tej pani? Takie smaczki można liczyć w dziesiątkach, a dodam, że niektóre gwiazdy rozgościły się na dłużej, jak choćby James Cameron, który reżyseruje Aquamena z głównym bohaterem serii w roli głównej.

CameoMan czyli Stan Lee poznaje (choć nie pierwszy raz!) Sashę Grey.

CameoMan czyli Stan Lee poznaje (choć nie pierwszy raz!) Sashę Grey.

Tym sposobem przebrnęliśmy przez dwa najcięższe kalibry w temacie cameo, przynajmniej z tych, które widziałem. Ale to nie koniec. Dwóm powyższym niewiele ustępuje Teoria Wielkiego Podrywu. Z tymże w tym wypadku mamy konkretny klucz. Bohaterowie serii są klasycznymi (przerysowanymi?) nerdami, więc również występy gościnne musiały wpisywać się w świat nerdów. Absolutnym hitem jest więc w tym wypadku pojawienie się Stephena Hawkinga. Szczególnie, że zgodnie z zasadą cameo o zaskakiwaniu rolą, pojawia się tutaj jako najbardziej pyskaty, bezczelny i przewożony Stephen Hawking jakiego widzieliście kiedykolwiek. To oczywiście nie wszystko. Bohaterowie w swojej ulubionej restauracji spotykają pewnego razu Steve’a Wozniaka, a Sheldon Cooper w innym odcinku dostaje zakaz zbliżania się do Stana Lee (swoją drogą dodajmy do tego całą filmografię Marvela i wychodzi na to, że facet jest królem cameo). Oczywiście cała ekipa to fani filmów i seriali sf, więc przez cały czas w mniejszych lub większych rolach przewija się połowa obsady Star Treka, legendy Gwiezdnych Wojen (Carrie Fisher James Earl Jones) i wielu innych aktorów kojarzonych z określonym nurtem. Wszyscy grając oczywiście samych siebie.

Stephen Hawking i Jim Parsons na planie Teorii Wielkiego Podrywu. To się nazywa dystans!

Stephen Hawking i Jim Parsons na planie Teorii Wielkiego Podrywu. To się nazywa dystans!

Jak widać cameo stoją głównie komedie, więc pora na kolejną znaną serię. Jak poznałem waszą matkę w zatrważająco wielu aspektach nawiązuje do Przyjaciół. Tutaj również sławy wcielają się w epizodyczne postaci ze świata przewodniej grupki (choć nie wszyscy, część gra samych siebie, a raczej same siebie bo mam wrażenie, że to głównie modelki – między innymi Kendra Wilkinson, Selita Ebanks, Heidi Klum). Przyznam, że nie jestem fanem (bliżej mi do naczelnego hejtera) serii, nigdy nie oglądałem jej ciągiem. Raczej rzucałem okiem, gdy telewizja „leciała” gdzieś w tle, ale zdążyłem wyłapać kilka gościnnych występów. Najbardziej, nie wiedzieć czemu, zapamiętałem Britney Spears. Piosenkarka zagrała nieco rozchwianą, niezbyt rozgarniętą sekretarkę w salonie usuwania tatuażu, gdzie Ted poznał jedną ze swoich dziewczyn (w przypadku tej roli również mamy cameo – Sarah Chalke to gwiazda można by rzec konkurencyjnego dla HIMYM serialu Scrubs.) Pani Spears zaskoczyła naturalnością przed kamerą i niezłym talentem komediowym. Doszły mnie również słuchy, że w serialu pojawił się Bryan Cranston, ale niestety nie „załapałem się” na jego cameo.

Bryan Cranston w HIMYM bawił się swoim wizerunkiem, nieraz pokazując drzemiącego w nim Waltera White'a

Bryan Cranston w HIMYM bawił się swoim wizerunkiem, nieraz pokazując drzemiącego w nim Waltera White'a

Dobrze, odejdźmy trochę od klasycznych komedii w stylu sitcomów. Co prawda Louie, o którym chcę teraz napisać kilka słów, traktuje o środowisku komików i sporo tutaj bezpardonowego humoru, ale serii bliżej do słodko-gorzkiego dramatu, w którym nacisk często położony jest na te mroczniejsze odcienie życia standupera. Na ekranie przewijają się tutaj największe nazwiska amerykańskiej sceny komediowej, które rzucają wiele szalenie celnych, ale niekoniecznie rozbrajająco zabawnych myśli. Warto wspomnieć Chrisa Rocka, Jerrego Seinfelda, czy Rickyego Gervaisa. Świetną rolę, która nabrała dodatkowej, jeszcze bardziej poruszającej mocy po jego śmierci, dostarczył Robbin Williams, a absolutnie mistrzowskim talentem komediowym popisał się David Lynch goszcząc na bodaj cały sezon. Dodam, że w przypadku Luouiego trzeba być bardzo uważnym w śledzeniu gościnnych występów, bo reżyser bawi się formą bardzo nonszalancko, każąc wcielać się aktorom w samych siebie, bądź też wykreowanych bohaterów bez jakiegokolwiek konkretnego klucza.

giphy (2)

Na koniec o styku moich dwóch zajawek, a więc gościnnych występach raperów w serialach. Jest tego całkiem pokaźna lista, a powyższy tekst i tak już jest całkiem sporych rozmiarów, więc tylko pokrótce zahaczę temat. Weeds to serial o gospodyni domowej, która postanawia zostać królową okolicznych dilerów. Jeśli serial jest o trawce, to nie może w nim zabraknąć jakiegoś rapera, bo przecież to najgłośniejsi propagatorzy tej używki. A kto jest najpopularniejszym jej piewcą? Oczywiście Snoop Dogg! Cóż, Snoop aktorem nigdy nie był, choć przed kamerą występował wiele razy. Zawsze grał siebie i tutaj jest podobnie. Ot zjarany ziomek w studiu, który po paru machach zaczyna freestylować. Coś specjalnie dla fanów. W nieco poważniejszych rolach w nieco poważniejszym serialu pojawili się Fredro Starr (Onyx) Method Man. Panowie wystąpili bowiem w absolutny klasyku The Wire. Co prawda twórcy nie wykazali się oryginalnością i kazali raperom grać gangsterów, ale naturalności tym dwóm nie sposób odmówić. Jako ciekawostkę dodam, że polscy raperzy – Vienio, Tede, Wujek Samo Zło, Pezet, czy Kasta (najnowsze cameo z szansą na dłuższą rolę – pdobno) również próbowali swoich sił w serialach, ale nie były to ani specjalnie dobre seriale, ani nawet dostateczne role, więc nie ma co się specjalnie rozpisywać.

Oczywiście wszystko, co tutaj opisałem to bardzo mocno wyselekcjonowane cameo. To bardzo popularny zabieg tak na małym, jak i dużym ekranie, więc przykłady, zarówno te udane, jak i niekoniecznie, można mnożyć, a nie zanosi się na to, żeby twórcy mieli porzucić ten element. Koniec końców cameo to świetna zabawa!


  • kika

    Ah Bruce..... 😛 a btw, w HIMYM, no początku, któregoś z sezonów pojawia się Enrique Iglesias, jako chłopak Robin, którego poznała w Argentynie, swoją drogą, rola równie mdła jak jego piosenki....

  • Jak już o cameo mowa, to ja uwielbiam te z "Cougar Town". W roli głównej Courtney Cox, znana wszystkim z "Przyjaciół". Jej najlepszą przyjaciółkę gra z kolei Christa Miller, znana z serialu "Hoży doktorzy". Co za tym idzie, w serialu swoje cameo dostali chyba wszyscy aktorzy z grupki z "Przyjaciół" (najbardziej w pamięć mi zapadli Matthew Perry i Jennifer Aniston) oraz spora część obsady serialu "Hoży doktorzy". Część jednego z odcinków nawet niejako wyśmiewa stosowanie takich cameo, kiedy Sam Lloyd opowiada, że śniło mu się, że pracował w pewnym szpitalu i ty byłaś dla mnie zawsze podła, a ty byłaś lekarką, etc.

    Poza tym, sam "Cougar Town" to świetny serial. Polecam 🙂

PARTNERZY

Współpracowaliśmy już z wieloma markami.

300px-Upc_logo
TNT_logo_nowe655
Ale_kino+
Jameson_Irish_Whiskey_logo
t-mobile logo
empik
kinopodbaranami
ars
imax
wb
footer-logo
Cinema City
multikino
fortuna
lg logo

KONTAKT

Bardzo chętnie nawiążemy współpracę i odpowiemy na pytania.

Kod: