Źródło: http://www.pokerxo.com/cara-menghindari-bluffing/

Uwaga, może zawierać spoilery!

1

Prawdziwy gangster musi być drapieżnikiem, który bez mrugnięcia okiem wydaje wyroki śmierci będąc sędzią, ławą przysięgłych i katem w jednej osobie. Ale gangster, by odnieść sukces w swojej branży, musi też być inteligentny, czarujący i pełen oddania, gotów do poświęceń dla celu, który sobie wyzaczył. Jasne, taki zestaw cech to gotowa recepta na socjo, albo psychopatę ale z bardzo żywym umysłem. Tacy ludzie mogą bezmyślnie zabijać, jednak ich myśli muszą znaleźć ujście. Zdaje się, że to ukochany przez filmowców motyw - próba odnalezienia w monstrum ludzkich odruchów. Te sekundy, w których najgorsze stworzenie na ekranie zdobywa sympatię widza, próbując argumentować swoje czyny. Wciągając odbiorcę do swojego świata, pełnego wykolejonej etyki. Tak krwistej, jak krwawej filozofii. My, widzowie też uwielbiamy te momenty. Uwielbiamy czuć się nieswojo patrząc w otchłań i gdy otchłań potęguje to uczucie znienacka rzucając głębokie spojrzenie w nas, bezbłędnie wskazując punkty styczne z filozofią bestii z ekranu. Dlatego twórcy kina tak chętnie skupiają się na refleksyjnej stronie potworów. To jest moment, kiedy gangsterzy na ekranie zmieniają się w filozofów.

Niedobrze, kiedy z jednej rzeczy powstają dwie. Nie trzeba szukać niczego poza drogą samuraja. Ona jest jedna i zawsze taka sama.

Oczywiście, gdy zabierałem się za przygotowania do tekstu, pierwszy zapukał do mojej głowy pewien małomówny, zaczytany w azjatyckiej literaturze płatny zabójca - Ghost Dog. Scenarzysta i reżyser Drogi Samuraja we właściwym sobie, nieco onirycznym stylu nakreśla nam bohatera, który żyje według dziewiętnastowiecznego kodeksu japońskich wojowników. Ta swoista interpretacja bushido sprawia, że nasz (anty)bohater uznaje za swojego wasala włoskiego mafiosa, dla którego wykonuje kolejne zlecenia. Hakugare posiada trzy rdzenie – gotowość na śmierć, a więc wyzbycie się lęku przed nią, bezwzględne posłuszeństwo wobec wasala i błyskawiczne podejmowanie decyzji. Według Jarmusha takie zestawienie wartości, jest idealne dla współczesnego hitmana. Ghost Dog obrasta swoistą legendą, będąc niezawodnym cynglem włoskiej mafii. Gdy jednak przywódcy uznają go za zagrożenie, mogą się w pełni przekonać, że władzę nad nim ma tylko jego wasal - pomniejszy członek organizacji. Główny bohater Drogi Samuraja perfekcyjnie pozbył się wszelkich mentalnych niedogodności swojego zawodu. Nigdy nie groziły mu wątpliwości, wyrzuty sumienia, czy strach. Śmierć jest dla niego czymś oczywistym, a cała odpowiedzialność za jego czyny spada na wasala. Tym sposobem Ghost Dog przekształcił się w narzędzie. Narzędzie które poznajemy w momencie kulminacyjnym, kiedy okazuje się, że nad perfekcyjnym samurajem w pełni zapanuje tyko bardzo silny wasal, a ta władza to ogromna odpowiedzialność. W innym wypadku kodeks bushido może stać się przyczynkiem do chaosu, w którym odnaleźć się może tylko owy samuraj.

maxresdefault

Czy życie zawsze jest takie trudne, czy tylko w dzieciństwie?

Jeśli chodzi o konstrukcję psychiczną i podejście do świata, bardzo podobny do Ghost Doga wydaje mi się Leon Zawodowiec. Równie małomówny i oderwany od rzeczywistości, stworzył z tego swój arsenał, dzięki któremu jest idealną maszyną do zabijania. Leon w przeciwieństwie do Ghost Doga nie czyta, nawet tego nie potrafi, ale z pewnością spodobałoby mu się wiele zapisków z Hakugare – przynajmniej tych czysto praktycznych, dotyczących decyzyjności. W normalnych sytuacjach wydaje się być dzieckiem we mgle – naiwnym i zagubionym. To swego rodzaju tarcza, która pozwala mu wykonywać zawód tak doskonale. Minimalistyczne, uporządkowane, wręcz automatyczne życie wydaje się mu odpowiadać, a jego jedynym celem jest wykonywanie zleceń dla (ponownie) włoskiego mafioso, który darzy Leona sporą sympatią, jednocześnie mając nad nim pełną kontrolę. Leon przed poznaniem Matyldy, gdyby zaprzątał swoje myśli czymkolwiek poza swoim zawodem, mógłby być piewcą epifenomenalizmu – założenia, że wszelkie myśli i uczucia, są wynikiem fizjologii mózgu. Mentalna charakterystyka jego działań, jeśli w ogóle takowa istnieje, jest tylko pochodną procesów mających miejsce na poziomie neuronalnym.

Ale na szczęście dla widza i mimo wszystko również dla Leona, do jego domu trafia nastoletnia dziewczynka, która wywraca jego życiową filozofię do góry nogami. Ten miniaturowy huragan witalności sprawia, że życie bezdusznego zabójcy nabiera zupełnie nowych barw. W zestawieniu z dość pesymistycznymi podstawami Leona, Matylda zdaje się być inkarnacją czystego epikureizmu. Podczas gdy nowy opiekun uczy ją „sprzątania”, dziewczynka daje mu prawdziwą lekcję życia, otwierając go na zupełnie nowe bodźce, odczucia, a przede wszystkim refleksje dotyczące rzeczywistości zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Bez wątpienia Leon staje się dzięki Matyldzie lepszym człowiekiem, ale niestety dużo gorszym zabójcą i to w momencie, gdy jego zwierzęcy zestaw cech i odruchów jest mu najbardziej potrzebny. To zderzenie dwóch odmiennych filozofii w umyśle Leona, jak również tego konsekwencje nadają kolejne, symboliczne dno zakończeniu.

Tony Montana, w tej roli nieśmiertelny Al Pacino.

Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze.

Zgoła innym typem człowieka jest Tony Montana z klasycznego Człowieka z blizną. Już sam sposób bycia –ekspresywny, impulsywny, emocjonalny zupełnie różni go od Leona, czy Ghost Doga. Ten zestaw cech sprawia, że raczej kiepski byłby z niego cyngiel do wynajęcia, za to predestynuje go do bycia liderem. Scarface to chodzący wulkan hedonizmu. Ciężko znaleźć bardziej dobitną współczesną trawestację myśli Arystypa niż wypowiadane przez Tonego słowa - This town like a great big pussy, wait to get fucked. Tony kocha przyjemności i nie cofnie się przed niczym, by do tych przyjemności dotrzeć bo wie, że nikt inny dobrowolnie mu ich nie dostarczy.

Niedaleko mu też do idei nadczłowieka w ujęciu nietzscheańskim, chociaż równie zdeformowanym, co w przypadku interpretacji nazistowskiej. Tony uważa, że jest ponad prawem. Nie interesują go moralność i wątpliwości „zwykłych” ludzi. Czuje się lepszy od reszty społeczeństwa, popadając jednocześnie w anarchistycze przekonanie, że wszelkie normy tylko go krępują, a to jest złe. Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze. - rzuca w pewnym momencie, zawierając w tym zdaniu całą swoją ideologię, według której tylko on może decydować o swojej odpowiedzialności za wszelkie czyny. Jest świadom, że społeczeństwo nie akceptuje takiego podejścia, ale jednocześnie twierdzi, że ludzie mimo wszystko go potrzebują. Choćby po to, by definiować zło na potrzeby swojego światopoglądu. Tony tworzy swój własny kodeks moralny, który jest bezwzględny, ale posiada pewne obostrzenia, co doskonale widać w scenie odmowy dokonania zamachu na samochód, w którym znajduje się kobieta, z dwoma córeczkami. To podręcznikowe zachowanie nadczłowieka, który odrzuca ogólne normy na rzecz swoich własnych, jednak przedstawione w okrutnym, krzywym zwierciadle.

Ojciec chrzestny wszystkich gangsterów?

Jesteś moim bratem i kocham cię. Ale nigdy więcej nie występuj przeciw Rodzinie.

Don Corleone na pierwszy rzut oka wydaje się być zupełnie innym człowiekiem niż Tony Montana. Opanowany, pełny dystynkcji i zamiłowania do formy gentelman ma jednak z porywczym Kubańczykiem sporo wspólnego. Łączy ich równa pogarda do prawa narzucanego przez państwo. Głowie rodu Corleone, jak i jego potomkom, również można by przypisać przekonania bliskie nietzscheańskiemu podejściu do nowego człowieka, jednak dużo bliżej mu do oryginalnie pojmowanego anarchizmu. Ta niechęć do scentralizowanej władzy i narzuconych przez państwo norm stanowi centralny punkt organizacji, a także przyczynek do jej powstania, na co wskazują retrospekcje. Włoscy mafiosi, w tym oczywiście Don Corleone, doszli do wniosku, że państwo nie potrafi się nimi w odpowiedni sposób zaopiekować, więc muszą zadbać o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich samemu. To prowadzi do stworzenia swoistego państwa w państwie. Rodzina staje się centralnym punktem systemu. To rodzina stanowi i egzekwuje prawa, dbając o interesy jej członków. Oczywiście kolejne części Ojca Chrzestnego pokazują jak łatwo ten niedoprecyzowany system zaczyna się deformować do coraz brutalniejszej i bardziej bezwzględnej organizacji gangsterskiej, lecz ma się wrażenie, że Don wierzył w jego słuszność i użyteczność. To idealistyczne podejście również zbliża go do wielu filozofów, którzy z lubością tworzyli utopie oparte na często zbyt słabych fundamentach.

Podobnie jest z honorem, który według Corleone ma stanowić największą cnotę. Filozofowie często w taki sam sposób odwoływali się do tego przymiotu. Duński filozof Soren Kierkegaard pisał o tym, że wielu ludzi jest przegranych, przez poniechanie rozwoju i honoru, na rzecz spokojnego, niezakłócanego niczym życia, pełnego uległości i płynięcia z prądem. Według niego Ci ludzie tak naprawdę wcale nie żyją, bo już dawno umarli odrzucając własne ja. Sokrates dodaje, że honor stanowi klucz do tajemnicy człowieka, a z pism jego uczniów (Platon) możemy wnioskować, iż mądry, honorowy człowiek nie odda się w całkowite panowanie innego, biorąc jednocześnie pełną odpowiedzialność za swoje życie. Te wszystkie myśli spokojnie mogłyby zostać włożone w usta Don Corleone, stanowiąc idealne uzupełnienie, czy też doprecyzowanie jego przekonań.

Jestem tym, który puka.

Wypadkową ideologii Tony’ego Montany i Don’a Corleone wydaje się być Walter White, chociaż jest to oczywiście rozciągnięte w czasie. Przyczynami rozpoczęcia gangsterskiej drogi niepozornego nauczyciela chemii są przecież między innymi honor i miłość do rodziny. Walter wie, że tylko on jest w stanie odpowiednio zadbać o najbliższych i nie zamierza błagać kogokolwiek o pomoc. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, plując na prawo i system, które go zawiodły. To przejście od poukładanego, zahukanego obywatela, do bezwzględnego, genialnie ogrywającego system bandyty stanowi świetne studium etycznych usprawiedliwień własnego, niemoralnego postępowania. Ta efektowna, a przez to jeszcze bardziej przerażająca prezentacja rozbicia całego systemu wartości człowieka na skraju i próby zbudowania przez niego z zakrwawionych skrawków zupełnie nowego, dającego mu jakąkolwiek nadzieję na polepszenie statusu najbliższych, stanowi jedną z największych zalet serii. Jednak filozofia, która przebija się przez niemal każdy ruch Waltera leży w nieco innym miejscu.

Breaking-Bad-Wallpaper-1920x1080-40

Główny bohater Breaking Bad jest bowiem niemal idealną personifikacją myśli Niccolo Machiavelliego, którą ten zawarł w dziele pod tytułem Książę. Oczywiście myśli tej w najbardziej dosłownej interpretacji. To właśnie na jej stronicach pada słynne Cel uświęca środki. Książę miał być poradnikiem sprawowania władzy, natomiast Walter White przekłada te idee na budowanie narkotykowego imperium. Heisenberg doskonale rozumie, że jego sukces jest uzależniony od odrzucenia wszelkiej etyki i założenia, że wszyscy dookoła chcą mu zaszkodzić. Jest przekonany, że ma prawo do okrutnych praktyk, jeśli zbliżają go one do jego w gruncie rzeczy pozytywnego celu, jakim jest zabezpieczenie losu rodziny. Machiavelli przekonywał w swoim traktacie, że niemożliwe jest posiadanie tylko zalet, więc władca, powinien wystrzegać się przede wszystkim wad, które mogą zaszkodzić jego pozycji. Podobnie działa White, który z niemal każdym odcinkiem wyzbywa się cech normalnie uznawanych za zalety, jednak przeszkadzających mu w prowadzeniu jego „królestwa”. Oszukiwanie nawet najbliższych współpracowników, krwawe zemsty, traktowanie ludzi jak marionetki. Te i podobne zachowania są podstawą władzy według Machavelliego. Są również siłą napędową rozwoju imperium narkotykowego Heisenberga. Oczywiście, gdy imperium zaczyna się chylić ku upadkowi, wszystkie wcześniejsze czyny w myśl Księcia zaczynają wracać i szkodzić Walterowi. Być może, gdyby rzeczywiście przeczytał rzeczony traktat, zrozumiałby, że jest on raczej opisem stanu rzeczy, który nie koniecznie powinien mieć miejsce, niż faktycznym poradnikiem?

Poruszyłem tutaj tylko kilku z tych najbardziej charakterystycznych gangsterów-filozofów. Są przecież jeszcze bohaterowie Spike’a Lee, czy bliskie im postaci z The Wire. Jest pełen żywych refleksji Tony Soprano, ale też obrazoburczy, klnący na potęgę, ale wiecznie ciekawscy i rozgadani goście od Quentina Tarantino. Jest w czym wybierać, a wniosek jest jeden - filmowym gangsterom nierzadko blisko jest do filozofii. Pokaleczonej, nieudolnej, pełnej przekłamań i błędnych interpretacji, ale przez to jeszcze bardziej mięsistej i ludzkiej. Często używają jej instrumentalnie, by nadać swoim działaniom sens, usprawiedliwić je, albo po prostu uciszyć sumienie. Twórcy dają nam te skrawki myśli przy budowaniu postaci, żeby utrudnić nam jednoznaczną ocenę swoich bohaterów. Sprawić, że będziemy musieli kilkakrotnie przetrawić wszystkie informacje, żeby móc wydać konkretny, w pełni zgodny z naszym sumieniem osąd określonej postaci. Myślę, że to głównie dzięki temu kino gangsterskie jest w wielu momentach tak żywą, wielowątkową i niejednoznaczną metaforą naszego życia.


PARTNERZY

Współpracowaliśmy już z wieloma markami.

300px-Upc_logo
TNT_logo_nowe655
Ale_kino+
Jameson_Irish_Whiskey_logo
t-mobile logo
empik
kinopodbaranami
ars
imax
wb
footer-logo
Cinema City
multikino
fortuna
lg logo

KONTAKT

Bardzo chętnie nawiążemy współpracę i odpowiemy na pytania.

Kod: