0

Niedawno wchłonęliśmy kolejny serial w podróży i dotarło do nas, jak błyskawicznie zmienia się technologia wokół. Jeszcze dekadę temu był problem z dostępem do internetu, a dziś praktycznie wszystko możemy obejrzeć na ekranie smartfona...

W naszym trzecim vlogu postanowiliśmy podzielić się garścią przemyśleń i odrobiną nostalgii, a także zapytaliśmy kilkoro z naszych widzów o to, w jaki sposób oglądają filmy i seriale.

https://www.youtube.com/watch?v=oBQw4c35pQ4&feature=youtu.be

Jako iż dawno nie było Michała na blogu, a dystans do wspólnego nagrywania jest zbyt duży, poniżej otrzymujecie także parę groszy z jego perspektywy. Mobilne wchłanianie treści oczami sceptyka!

Filmy w konserwie, czyli sceptyk kontra mobilne oglądanie

Wyznanie na początek – bywam konserwą. Uwiera mnie nieco ten stan rzeczy, bo to niechybna oznaka zbliżającej się starości. Na dodatek konserwuję się w pełni, malkontencąc sam przed sobą na temat pewnych rzeczy, wymyślając argumenty, które uwalniają mnie od potrzeby choćby sprawdzenia jakiejś nowinki. Tak mam między innymi z używaniem smartfonów do oglądania filmów. Skoro jednak LG wysłało nam do testów swój G6 zachwalając. że to zupełnie nowa jakość między innymi właśnie w aspekcie konsumpcji treści wideo, postanowiłem przechwycić zabawkę od Dawida i Agnieszki na kilka dni i sprawdzić swoje podejście w rzeczywistości.

Bo skoro walczyć z własną konserwą, to najlepiej z odpowiednim orężem!

Głównym argumentem przeciw oglądaniu czegokolwiek na smartfonach, jest rozmiar i jakość obrazu. Bo przecież te kilka cali nijak się ma do sali kinowej, najnowszych smart tv, czy nawet ekranów laptopa. Teraz jestem szczęśliwym człowiekiem - na mojej ścianie wisi od niedawna 40 cali, pod które podłączam laptopa, gdy odpalam serial, film, albo grę. Muszę przyznać, że G6 walczy z tym problemem jak może, kierując się stronę najnowszych trendów i pozbywając niemal całkowicie ramek, co pozwala wycisnąć z niewielkiego z założenia urządzenia wszystkie soki. Informacje prasowe wspominają jeszcze o obsłudze HDR i Dolby Vision, co wywołuje niezdrowe podniecenie u fanów nowinek technicznych. Ja szczerze mówiąc nie znam się na tym kompletnie, więc postawiłem na najzwyklejszy test oka – odpaliłem Netfliksa z tym samym odcinkiem serialu na LG G6 i moim starym, zasłużonym telefoniku. No cóż, z żalem wrócę do poprzedniego ekranu… a może nie wrócę? Kusi mnie przede wszystkim możliwość oglądania w łóżku NBA w świetnej jakości. To duży plus, bo amerykański czas rozgrywek sprawia, że człowiek musi nierzadko „walczyć” o 3-4 nad ranem, a widowiskowość tegoż sportu woła o możliwie najlepszy obraz.

Ale przejdźmy do cięższych argumentów. Filmowi puryści krzyczą, że w dzisiejszych czasach zanika magia kina. Cały rytuał związany z wizytą w świątyni X muzy, pełnej zawsze podobnych, dobrze kojarzący się bodźców, traci na znaczeniu, kiedy nowy film można odpalić w 10 sekund, wsiadając do autokaru, czy pociągu. Przyznam, że też miałem pewne obawy. Ta wrogość jest moim zdaniem przepełniona strachem, że ukochane medium traci na wartości i może wkrótce przestać być rentowne, a co za tym idzie zniknąć z miejskiego krajobrazu. Doskonale to widać przy okazji ostatnich kontrowersji w Cannes, gdzie filmy wyprodukowane przez Netfliksa zostały, delikatnie mówiąc, "przyjęte dość chłodno" przez publikę składającą się w głównej mierze z ludzi kina. Czy te obawy mają odbicie w rzeczywistości? Poniekąd tak, ale po chwili zastanowienia - nie jest to i jeszcze długo nie będzie kwestia życia i śmierci. Owszem, kino musi oddać kawałek tortu smartfonom uzbrojonym w serwisy vod, owszem, ten kawałek tortu będzie powoli rósł, ale jeśli kina kiedykolwiek znikną całkowicie, to minie jeszcze sporo czasu, zanim tak się stanie. Przede wszystkim dlatego, że kino to właśnie wspomniane wcześniej bodźce, rytuał i magia. To pewien konstrukt kulturowy wynikający z potrzeby dzielenia się emocjami z obcymi ludźmi, czy zawieszenia swojej prywatnej rzeczywistości na rzecz uczestniczenia w spektaklu, który na moment pozwala odrzucić różnice między oglądającymi i umieścić ich w bańce tych samych przeżyć i odczuć. Oglądanie na urządzeniach mobilnych to zupełnie inna percepcja i przede wszystkim skala. To dzisiaj bardziej dodatkowa możliwość, niż rzeczywisty konkurent.

Przyszłość kina? Niekoniecznie...

Przyszłość kina? Niekoniecznie...

Prawdą jest jednak, że te zmiany są zauważalne. Oglądamy treści wszędzie – w tramwaju, na spacerze, w szkole na przerwie (albo i nie na przerwie) kultura oglądania dynamizuje się, przez co wymaga coraz więcej uwagi. Jak uwagę przyciągnąć? Oferując jeszcze więcej bodźców. Bodźców na tyle wyraźnych i silnych, że będą w stanie przejąć uwagę widza „w terenie” gdzie konkurencyjnych wrażeń jest dużo więcej niż we własnym salonie, czy na sali kinowej. Czy to spowoduje, że twórcy filmów i seriali będą intensyfikować w swoich dziełach sztuczki przyciągające uwagę, ale jednocześnie wpływające na ich artyzm? Czy scenarzyści będą pisać krótsze, bardziej „cięte”, a co za tym idzie prostsze dialogi, by dopasować się do oglądania urywanego przesiadkami w komunikacji miejskiej, czy dzwonkami w szkole? Część z nich pewnie tak i zdecydowanie nie jest to trend obiecujący, ale wydaje mi się, że owi twórcy i tak już tną swoje dialogi na potęgę i korzystają z najprostszych sztuczek, by przyciągnąć widza z jednego prostego powodu – są nierzadko zdolnymi, ale jednak wyrobnikami, którzy chcą zarobić. Specyfika oglądania treści na urządzeniach mobilnych nie stworzyła tych trendów, a jedynie pozwala je lepiej argumentować.

Prawdziwi mistrzowie w swoim fachu nadal będą kręcić świetne filmy, które i bez prostych sztuczek pochłoną widzą w całości tak na sali kinowej, jak i w autokarze, serwowane z telefonu czy laptopa.

Czy kino straci na widowiskowości przez urządzenia mobilne? To kolejna ważna kwestia, nieco odwracająca argument, który przytoczyłem na początku, bo przecież na małym ekranie epickie efekty już nie są takie epickie, a i włosów na animowanym potworze, czy liści na rysunkowym drzewie o wiele ciężej się doliczyć. Prawda to i rzeczywiście twórcy półamatorskich produkcji z youtube, czy spece od efektów w serialach, którzy każdego dnia w pracy dostają niezliczoną ilość razy po twarzy od budżetu, mogą nieco odetchnąć. Ich dzieła rzeczywiście zyskują silnego sprzymierzeńca, bo łatwiej ukryć niedociągnięcia, gdy ekran, nawet jeśli o ogromnych możliwościach technicznych, jest jednak niewielki. Nie spodziewałbym się jednak wyhamowania pędu do postępu efektów wśród największych. Wszak po to wielu z nas chodzi do kina – żeby zostać rozsmarowanym po fotelu przez potężny dźwięk i dać sobie wypalić oczy ultrarealistycznym obrazem wielkiej małpy goniącej żołnierzy po tajemniczej wyspie. Z takimi rzeczami nie można dyskutować i nie można się od nich ot tak uwolnić. Jeszcze przez długi czas największe wytwórnie nie zrobią w tych kwestiach kroku w tył, bo widzowie częściej oglądają filmy na smartfonach. To byłoby samobójstwo.

zdjecia

Miałem sporo obaw wobec mobilnego oglądania. Zarówno technicznych, jak i ideowych. Jednak jak to zwykle bywa z konserwami – jak je dobrze otworzyć to już nie są takie twarde. Przyjmowanie materiałów wizualnych za pomocą małego ekraniku może być przyjemne i wcale nie musi agresywnie uderzać w kulturę klasycznego, kinowego, oglądania. To wszystko kwestia postępu technicznego, który coraz częściej pozwala na cieszenie się obrazem i dźwiękiem wysokie jakości na urządzeniach mobilnych, jak również zdroworozsądkowego podejścia, które pozwoli zachować równowagę między otwieraniem się na nowe sposoby korzystania z dobrodziejstw kinematografii, a umiarem i refleksją w podążaniu z trendami. To mówię wam ja – konserwa.


PARTNERZY

Współpracowaliśmy już z wieloma markami.

300px-Upc_logo
TNT_logo_nowe655
Ale_kino+
Jameson_Irish_Whiskey_logo
t-mobile logo
empik
kinopodbaranami
ars
imax
wb
footer-logo
Cinema City
multikino
fortuna
lg logo

KONTAKT

Bardzo chętnie nawiążemy współpracę i odpowiemy na pytania.

Kod: