0

Dziś coraz częściej zwracamy uwagę na rolę kobiet w kinie. Z tej perspektywy można śmiało krytykować cała kinematografię pierwszej połowy dwudziestego wieku – wyłączając może Scarlett O'Harę albo Joannę d'Arc, które wydają się tylko regułę potwierdzać. Kobieta stanowiła element bardziej estetyczny, niż artystyczny.

Dziś nie jest znacząco lepiej. Twórcy silą się jak mogą, żeby na współczesne potrzeby coś ciekawszego wymyślić, niż te trzy sceny: rodzinnego posiłku, zakupów i seksu. Wychodzi im różnie. Dzieło Roberta Altmana z '76 roku stanowi chyba podręcznikowy przykład, jak wyjść z pułapki tekturowo napisanych panien, ba – jak opowiadać wyłącznie o nich, w dodatku przenikliwie i niejednoznacznie.

543424.1

Rzecz zaczyna się całkiem zwyczajnie. Młodziutka Pinky zostaje zatrudniona jako pomoc w ośrodku rehabilitacyjnym dla seniorów. Jest zgodnie z wiekiem nieśmiała i nieokrzesana, ale nosi w sobie jakiś buńczuczny pierwiastek – wygłupia się, potrafi kłamać i oszukiwać na drobną skalę. Można powiedzieć - typowa nastolatka, ale małomówna, skryta. Pracy ma nauczyć jej starsza o pokolenie Millie, która nie grzeszy inteligencją, ale jest sympatyczna i rozgarnięta, jednak nie potrafi milczeć. Szybko nawiązuje się pomiędzy nimi siostrzana relacja - i tutaj wypada postawić jakiś znak zapytania.

Altman od samego początku, postępując wedle Hitchcockowskiej zasady wycinania nieistotnych fragmentów życia, wprowadza widza za kulisy pozornie normalnej relacji. Młoda Pinky jest tak zapatrzona w Millie, że nie straszne są jej małe manipulacje, a kiedy osiąga się jedno, chce się osiągnąć drugie. Tak w kółko. W toku fabuły poznajemy bliżej ciemniejsze strony obu charakterów. Reżyser sprawnie ilustruje stereotypowe wyobrażenia o kobietach, które – jak przecież wiemy – kłócą się o drobnostki, stroją, grają przed sobą, czytają swoje pamiętniki, rozmawiają o gotowaniu, mężczyznach (tutaj Millie (Shelley Duvall) świetnie odrywa rolę nieuświadomionej w swoim niepowodzeniu pozerki) czy designie wnętrz (palmę pierwszeństwa również trzeba przyznać Millie, która mogłaby wziąć przykład z Pinky i nazywać siebie „Yellow” - bowiem musztardowy kolor jest jej zdecydowanie ulubionym).

W tle nieustannie słychać niskie tony dętego instrumentarium, oko kamery przypatruje się coraz to innym symbolicznym przedstawieniom; wciąż powracają motywy przekształceń, archetypów i naiwnych pragnień. Wykreowany świat jest przez to nienaturalnie sztuczny, powykręcany, oparty na ułudzie i fantazjach, a postaci przygnębiająco samotne.

543427_1.1

Słowo „głębokie” jest dziś chyba wytrychem i recenzencką kalką, ale akurat w przypadku tego filmu, nie odmówię sobie jego użycia. Historia nieustannie wykracza poza schematyczne podejście do dramatów obyczajowych, wciąż dochodząc kolejnych szczebli interpretacyjnych. Dzieją się rzeczy niewyjaśnione, dziwne, naiwne - i podskórnie godzimy się na nie, przyzwyczajeni (z męskiej perspektywy, ale chyba nie tylko) do zawiłości kobiecych charakterów. Każdy kadr jest wypełniony świadomym znaczeniem, świadomą polemiką z tematem kobiecości i ich ról, tego jak działa „przeciętna amerykańska kobieta”.

Żeby wszystko jeszcze bardziej pogłębić, Altman serwuje ostatnią scenę, o której nadal nie wiem co myśleć i czy powinienem cokolwiek. Trafiamy w przestrzeń odpowiedzi ciągnących za sobą trudniejsze pytania. I choćbym nie wiem jak bardzo się starał, nie znajdę jednego klucza – podejrzewam nawet, że sam Altman nie chciał niczego za bardzo wyjaśniać - i dobrze! W tej sprawie mogliby jeszcze pomóc tylko Freud, Jung czy Kristeva, bo ten film jak mało który, nadaje się do wydobywania sensów całymi garściami psychoanalizy.

PS. i gdzie się podziewa ta trzecia kobieta, musicie już sprawdzić w filmie.


PARTNERZY

Współpracowaliśmy już z wieloma markami.

300px-Upc_logo
TNT_logo_nowe655
Ale_kino+
Jameson_Irish_Whiskey_logo
t-mobile logo
empik
kinopodbaranami
ars
imax
wb
footer-logo
Cinema City
multikino
fortuna
lg logo

KONTAKT

Bardzo chętnie nawiążemy współpracę i odpowiemy na pytania.

Kod: