2

Miałem sporo obaw idąc na nową Księgę Dżungli. A bo to odgrzewany kotlet, jakich ostatnio wychodzi dużo i w większości są nieporadne (vide dwie części Łowcy z Hemsworthem w roli głównej), a bo to Disney, którego fanem zdecydowanie nie jestem, zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy animacje dostarczały mi głównie ziewania, a i filmy dla nieco starszego widza nie ruszały w ogóle. Na dodatek okazało się, że całym naszym sfilmowanym kramem wpakowaliśmy się na wersję 3D z dubbingiem. Ooooj, będzie narzekanie.

Błąd panie Urbański. Po kilku pierwszych minutach przyzwyczajania się do dubbingu (Może ktoś mi wytłumaczy jak to jest, że dzieci w polskich wersjach językowych od 20 lat brzmią zawsze tak samo – jakby głos podkładał im niezmiennie ten sam chłopiec/dziewczynka? Mają jakiś specjalny „efekt dzieciaka” czy ki diabeł?) i nerwowego poprawiania okularów na nosie, historia wciągnęła mnie z nie lada wdziękiem na całe pozostałe półtorej godziny. Nudy nie poczułem nawet przez moment.

LE+LIVRE+DE+LA+JUNGLE+3+-3D+PHOTO4

Zachwyca przede wszystkim pieczołowitość efektów specjalnych. Wszystkie zwierzęta są przepięknie zanimowane. Cieszy dbałość o każdy szczegół, także o to, by dżungla nie była sterylna i oparta o klasyczny zabieg myśli FX – akcję kopiuj-wklej. Ponadto zwierzaki w Księdze dżungli oczywiście gadają. W tym aspekcie również spodziewałem się najgorszego, bo dotychczas nie było filmu fabularnego, w którym gadające zwierzęta nie wyglądałyby jak wyjęte z sennego koszmaru, tudzież laboratorium szalonego genetyka tworzącego dziwne, wypchane trociami hybrydy. Tutaj wypada to zaskakująco naturalnie, a po części ludzka mimika, nie tworzy z bohaterów niepokojących dziwactw.

Na początku napisałem, że Disney rzadko mnie przekonuje. Wynika to z kilku rzeczy. Po pierwsze logika i motywacje bohaterów wydają się być w tym wypadku jakimś magicznym elementem disneyowskiego uniwersum, którego nie ratuje nawet założenie, że to produkcje typowo dla dzieci. Po drugie ilość cukru i banału, który wypchają nam twórcy zakrawa o torturę pod warunkiem, że nie masz lat pięciu bądź mniej. Po trzecie mam wrażenie, że piosenki, które są nam serwowane w kolejnych kreskówkach brzmią dokładnie tak samo jak hity z Króla Lwa czy Pocahontas z tym wyjątkiem, że te nowe nie są tak dobrze zaśpiewane.

00 (1)

Księga dżungli natomiast wypada przy nich zaskakująco lekko, bezpretensjonalnie i na luzie. Twórcy odpuścili sobie łopatologiczne moralizowanie, a pokusa na pewno była ogromna! Przecież można było tu wrzucić tyle truizmów o ekologii, rodzinie i micie brzydkiego kaczątka! Nikt nie silił się na żarty, czy mrugnięcia okiem do rodzica, który przyszedł na seans ze swoją pociechą, przez co wybuchów śmiechu było na sali dosłownie kilka, ale za to obyło się bez żenującego suszenia. Piosenki były, a i owszem, ale bodaj dwie i to raczej nucone na całkowitym luzie, bez musicalowych aspiracji. W tym elemencie dostałem też wisienkę na torcie – Piotr „Franek Kimono” Fronczewski wcielił się w króla małp i zaśpiewał świetny klasyczny numer, który momentalnie przypomniał mi jego popisy w Akademii Pana Kleksa i oczywiście nieśmiertelnym klasyku King Buce Lee karate mistrz.

To wszystko sprawia, że Księga dżungli jest trochę wyrodnym dzieckiem nowego Disneya, za to doskonale wpasowałaby się w produkcje z czasów, gdy byłem „targetem” wytwórni. Z pewnością nie jest żadnym przełomowym dziełem, zachwycającym skomplikowaną historią, czy nadzwyczaj malowniczymi sylwetkami bohaterów. To po prostu bardzo fajna bajka, którą wiele dzieciaków będzie z rozrzewnieniem wspominało przez lata, tak jak moje pokolenie wspomina Króla Lwa czy Alladyna. Po cichu liczę, że ten film wskazuje drogę, którą ma zamiar podążyć wytwórnia, wracając do korzeni z wykorzystaniem dobrodziejstw współczesnej techniki. Bo jeśli tak, to może i ja wrócę do oglądania Disneya dla przyjemności, a nie tylko po to, żeby nie być gołosłownym przy narzekaniu, że to już nie to, co kiedyś.


  • Łukasz Świniarski

    Michał pochwalił film Disneya, toż to wydarzenie warte wspomnienia 😉 Jak twoim zdaniem przekonać innych, że warto się wybrać na wersję z polskim dubbingiem? Bo są np. osoby, które bardzo kręcą nosem na coś innego niż oryginalna wersja językowa.

  • Ha, aż sam się zdziwiłem! 😀 Stąd też nie mogłem sobie odmówić szpilki wymierzonej w inne rzeczy od Disneya. Tak dla równowagi ;D Nikogo bym nie przekonywał, że warto iść na dubbing. Sam jestem zwolennikiem napisów, zwłaszcza przy takiej obsadzie, ale też polski dubbing jest w tym wypadku bardzo spoko. To nie ludzie z łapanki, tylko dobrzy aktorzy, więc na hejty w tym temacie patrzę z przymrużeniem oka, jak na hejty "całościowe" polskiego kina.

PARTNERZY

Współpracowaliśmy już z wieloma markami.

300px-Upc_logo
TNT_logo_nowe655
Ale_kino+
Jameson_Irish_Whiskey_logo
t-mobile logo
empik
kinopodbaranami
ars
imax
wb
footer-logo
Cinema City
multikino
fortuna
lg logo

KONTAKT

Bardzo chętnie nawiążemy współpracę i odpowiemy na pytania.

Kod: