"House of Cards"

0

Amerykanie uwielbiają opowiadać o sukcesie. To chyba ulubiony z ich mitów, leżących u podstaw samoświadomości narodowej i kulturowej. W kraju rozbuchanego kapitalizmu każdy może odnieść sukces. A że z tym sukcesem zazwyczaj jest jak z wygraną na loterii? Cóż, tym bardziej nadaje się do śnienia i oglądania na szklanym ekranie. Zachodnia popkultura, jak żadna inna, wypełniona jest mniej lub bardziej udanymi opowiastkami o drodze do bogactwa, sławy, czy szacunku (albo wszystkich razem). Ja chciałbym wam opowiedzieć o moich ulubionych serialach, które traktują o mniej lub bardziej konwencjonalnej drodze do owego mitycznego sukcesu.

Poruszając ten temat, nie mogłem pominąć mojej ulubionej komedii śniadaniowej (przypomnę – serialami śniadaniowymi nazywam te, które trwają koło 20 minut, a więc nadają się do obejrzenia przy spokojnym posiłku, na przykład śniadaniu) i jednej z moich ulubionych serii w ogóle. Entourage to rozpisana na osiem sezonów historia wschodzącej gwiazdy filmowej Vincenta Chase’a, który wraz z ekipą swoich ziomków odkrywa cienie i blaski życia w bajecznym Hollywood. Serial jest o tyle ciekawy, że wcale nie skupia się tylko na krętej drodze do sukcesu Vinniego. Każdy z pierwszoplanowych bohaterów ma swoją ścieżkę i swoje zakręty. Fakt, chłopaki mają łatwiej, bo poparcie gwizdy filmowej otwiera bardzo dużo drzwi, ale to niekoniecznie tłamsi wszelkie emocje związane z ich zmaganiami. Zwłaszcza, że są one bardzo różne.

"Ekipa"

"Ekipa"

Mamy tu przecież Ariego Golda – prawdziwego rekina branży, który już na wejściu jest agentem pierwszoligowych gwiazd, z 6 cyfrową wypłatą. Jego ambicje sięgają jednak o wiele wyżej, przez co możemy śledzić krwawą, bezwzględną walkę o tron szarej eminencji całego show biznesu. Ari pnie się w górę, by za moment upaść na kolana, z których mozolnie podnosi się raz za razem. Postać jest o tyle ciekawa, że oprócz drogi na szczyt obserwujemy jego dojrzewanie jako człowieka, męża i ojca. Świetnie napisana i genialnie zagrana postać.

Na drugim końcu stawki wyleguje się Turtle. Koleś, który na początku jest zainteresowany tylko paleniem jointów i podrywaniem panienek na fejm Vincenta, ale w pewnym momencie zaczyna jednak przejawiać poważne ambicje, by wyjść na swoje. Okazuje się mieć całkiem niezłą głowę do interesów i spore pokłady samozaparcia, które były mu szczególnie potrzebne, gdy wszyscy dookoła radzili trzymać się blisko znanego ziomka i czerpać z tego profity, póki tylko może.

Gdzieś pośrodku stawki jest E. Typ rzucony na głęboką wodę, bo z posady menagera podrzędnej pizzerii w NY na podobne stanowisko tylko, że jako „ogarniacz” wszelkich spraw Vinniego Chase’a. Tutaj z kolei możemy zaobserwować, że niektórym wystarczy tylko dać wędkę, by bardzo szybko rozwinęli skrzydła. Niepozorny Eric szybko uczy się jak pływać wśród rekinów, a ksywka „pizzaboy”, na początku będąca wyrazem pogardy ze strony większych od niego, w końcu staje się symbolem przebytej drogi i oznaką szacunku.

Najbardziej dramatyczne (sic!) są jednak losy starszego brata wschodzącej gwiazdy. Johnny „Drama” Chase wiele lat przed właściwą akcją serialu poczuł na własnej skórze splendor show biznesu. Może nieco mniejszy niż braciszek, bo telewizyjny, ale jednak słodki i uwodzący. Tym boleśniejszy był dla niego upadek i ponowna droga na szczyt składająca się głównie z porażek i upokorzeń. Zwłaszcza, że natura poskąpiła mu tak urody, jak i w dużej mierze talentu. Jeśli widziałeś, drogi czytelniku, tylko film będący kontynuacją serialu i jedna z ostatnich scen, z Dramą w roli głównej, nie zrobiła na Tobie żadnego wrażenia wiedz, że nie mogłeś pojąć jej doniosłości. Do tego trzeba znać całą wyboistą drogę tej postaci. Ja, będąc z moim człowiekiem, również fanem serii, w kinie nie mogliśmy się powstrzymać od klaskania! Może to po części przez whisky, którą bezczelnie wlaliśmy w colę przed seansem, ale głównie dlatego, że tak dobrze rozpisanej, słodko-gorzkiej i pozytywnie nastrajającej historii o drodze na szczyt szukać trzeba by ze świecą.

"Żona idealna"

"Żona idealna"

O pogoni za sukcesem jest też Żona idealna. Główną bohaterkę poznajemy w momencie, gdy jako niepozorna kura domowa, żona robiącego błyskawiczną karierę polityka, trafia w sam środek miłosnej afery. Z telewizji dowiaduje się, że mąż niejednokrotnie ją zdradzał i zostaje niemal zmuszona do medialnego stania u boku człowieka, który upokorzył ją na oczach całego kraju. To krzepiąca historia o tym, jak nieco stłamszona kobieta otrzymuje (brutalną, ale przez to najlepszą z możliwych) drugą szansę na wykreowanie swojego życia.

W ramach poniekąd procedurala otrzymujemy dynamiczny obraz przemiany. Tak jak w wypadku bohaterów Entourage droga wydaje się ułatwiona przez nazwisko męża, które na każdym kroku okazuje się dużym bonusem, ale nie można pomniejszać siły głównej bohaterki. Zwłaszcza, że zmiany dotyczą każdego aspektu jej życia, choć z naciskiem na zawodowy. Alicia sprawnie pokonuje kolejne szczeble kariery i jeśli na początku jest to głównie zasługa koneksji, to w kolejnych sezonach coraz więcej zawdzięcza własnym umiejętnościom. Ewoluuje również jej kobiecość. Staje się w pełni świadoma swoich potrzeb i nie waha się wyciągnąć ręki po to, co zapewni jej ich zaspokojenie. Serial na szczęście nie jest całkiem jednostronny i pokazuje też rzeczy, które bohaterka musiała poświęcić. Mam wrażenie, że na zmianach cierpi jej instynkt macierzyński a i kryształowa na początku moralność, czy może niewinność bardzo szybko zostaje dość bezpardonowo zdeptana przez nową rzeczywistość w której kobieta musi się obracać.

Serial wygląda niewinnie i bardzo rozrywkowo, ale jeśli widz chce wejść nieco głębiej, między wiersze, otrzyma dość prostą, jednak nadal bardzo trafną analizę drogi na szczyt, która nierzadko wiąże się ze stąpaniem po trupach, nie tylko innych, ale również własnych, skrzętnie upychanych do szafy, by nie budziły bolesnych wątpliwości.

"Halt and Catch Fire"

"Halt and Catch Fire"

W takim zestawieniu nie mogłem pominąć Halt and Catch Fire, czyli serii o budowaniu przemysłu komputerowego w USA. Pierwszy sezon opowiada o powstawaniu pierwszych komputerów osobistych, ale tak naprawdę jest o tym, jak człowiek odnoszący sukces zawodowy może zostawiać zgliszcza w każdym innym aspekcie swojego życia i jak bardzo te zgliszcza, w perspektywie owego sukcesu mogą jednak w kluczowych momentach wpłynąć na ten jeden element, o który próbujemy dbać kosztem innych. W przeciwieństwie do dwóch powyższych seriali ten nie jest w żaden sposób pozytywny, mimo że głównie bohaterowie ocierają się o sukces. To raczej studium powolnego uśmiercania życia osobistego na rzecz swego rodzaju rewolucji. Brak w tym wszystkim patosu i niepotrzebnej skali, za to wiele momentów zaskakująco głębokiego jak na telewizję przyglądania się ludzkiej psychice, gdy ta zbyt późno, bądź tylko na moment wychodzi z destrukcyjnej fiksacji na punkcie celu.

Drugi sezon, będący krokiem na przód w stosunku do pierwszego, wydaje się być odrobinę (ale tylko odrobinę) bardziej pozytywny w swoim wydźwięku. Obserwujemy ciekawą zamianę miejsc, gdy bohaterki, które w pierwszym sezonie stanowiły symbol odrzucenia autodestrukcyjnego parcia po trupach do celu, same stają do walki o sukces. Twórcy wydają się pokazywać widzom nieco bardziej zbalansowaną drogę, która jednak również ma swoje wyraźne manowce. Z drugiej strony możemy przyglądać się również temu, jak z normalnym, pozbawionym pracoholizmu i zafiksowanym na jeden cel życiem radzą sobie główni bohaterowie poprzedniej serii. W tym aspekcie również czeka nas sporo interesujących i momentami brutalnie bezpośrednich obserwacji, a prościutkie, ale przy tym bezpretensjonalne metafory przyjemnie barwią historię, tworząc wciągający, mozaikowy obraz charakterów i losów ułożonych na mniej lub bardziej trafnych decyzjach dotyczących życia zawodowego i prywatnego.

"Breaking Bad"

"Breaking Bad"

Seriale równie chętnie pokazują drugą stronę medalu amerykańskiego snu. Sukces w krzywym, brudnym zwierciadle stał się motywem przewodnim serii, którą uważam za najlepsze, co dotychczas dała nam telewizja, a więc Breaking Bad. Główną siłą produkcji AMC, oczywiście poza świetnie napisanym scenariuszem i doskonałym aktorstwem z Cranstonem na czele, jest bezpardonowe łamanie mitologii amerykańskiego kina. Najgroźniejszym gangsterem staje się bowiem osoba z zewnątrz. Facet, który najbliżej przestępstwa powinien być, gdy przekroczy prędkość na autostradzie, albo przez pomyłkę zaparkuje w złym miejscu. Breaking Bad to również kompletnie wykolejona wizja drogi na szczyt. Główny bohater pnie się po szczeblach „kariery” według wzorcowego schematu amerykańskich korporacji. Od szeregowego pracownika, który wykonuje jedyną pracę, w której jest dobry, po lidera sprzedaży, mózg całej firmy, odnoszącej sukcesy na sporą skalę. Obserwujemy jak Walter White poznaje interes od podszewki, uczy się go i dzięki błyskotliwości, samozaparciu, poświęceniu i wrodzonej, choć odkrytej całkiem niedawno żyłki do interesów, zdobywa kolejne stopnie wtajemniczenia. Bazując na zdobytym doświadczeniu perfekcyjnie kieruje swoją karierą, bogacąc się, poprawiając status swojej rodziny i czerpiąc ze swojego rozwoju dużo satysfakcji. Sielanka, gdyby nie fakt, że biznes Waltera to produkcja najlepszej metaamfetaminy w kraju. Twórcy oczywiście pokazują nieuchronny upadek bohatera, poprzedzony niszczeniem wszelkich aspektów „normalnego” życia, nadając swojej historii wyraźne znamiona moralitetu, jednak nie zamierzają pokazywać alternatywy – pozytywnej drogi do sukcesu. Wręcz przeciwnie! Pokazują, jak dobry, praworządny Walter został odcięty od możliwego legalnego biznesu, uwypuklając tylko fakt, że pewien schemat postępowania, uważany za podstawę sukcesu i motor napędowy tej wspaniałej amerykańskiej gospodarki, dzieli tyko jeden krok od budowania na trupach wrogów, przerażająco skutecznego imperium zła.

Podobnie, chodź zdecydowanie lżej, a przez to dużo płycej, podeszli do tematu twórcy Weeds. Ta seria również łamie pewne schematy i wynaturza mit silnej, niezależnej, przedsiębiorczej kobiety, która po rodzinnej tragedii nie poddaje się, robiąc wszystko, co potrzeba, by zadbać o swoją rodzinę. Twórcy tak jak w przypadku Breaking Bad robią to przez podmienienie jakiegokolwiek legalnego interesu na handel narkotykami. Fabuła jest prowadzona dość perfidnie, bo przez lekki charakter pierwszego sezonu i stosunkowo niewielką szkodliwość czynu (wszak to tylko sprzedawanie trawki znudzonym mieszkańcom bogatych, sielankowych przedmieść) sprawia, że zaczynamy darzyć sympatią wszystkie osoby zaangażowane w biznes obrotnej mamuśki. Ta natomiast podobnie jak Walter White uczy się swojego biznesu i sprawnie pokonuje kolejne szczeble kariery. Seria bardzo szybko przechodzi do dużo cięższego kalibru przewinień bohaterów, a widz zaczyna powątpiewać w swój osąd, gdy sympatia do bohaterów walczy z poczuciem moralności. Szkoda, że w pewnym momencie Weeds kieruje się w stronę dość taniej sensacji, a twórcy nie pokusili się o nieco głębszą analizę owej ścieżki sukcesu.

"House of Cards"

"House of Cards"

Po środku, między budowaniem narkotykowego imperium, a w pełni legalnym sukcesem jest House of Cards. Opowieść o tym, jak dążenie do bodaj najbardziej szanowanego w USA stanowiska może być usiana moralnie jednoznacznymi czynami. Serial również stawia na odbijanie drogi na szczyt w krzywym zwierciadle, ale robi to nieco inaczej niż twórcy Weeds Breaking Bad. Tutaj bowiem sama kariera wydaje się być chwalebna i pełna dystyngowanej estymy. Od osób u władzy państwowej wymaga się przecież niezachwianej moralności i pełnego oddania obywatelom. Natomiast postać, którą gra Kevin Spacey to wcielenie gagnstera w białych rękawiczkach. Antybohater jest bezwzględnym megalomanem, który poświęci wszystko i wszystkich by tylko osiągnąć swój cel. Zestaw cech, w które wyposażony został Francis Underwood sprawia, że jest on szalenie skutecznym drapieżcą i czystej wody socjopatą. Co zaś najważniejsze, okazuje się, że te właśnie cechy, czynią z niego idealne zwierzę polityczne, które w drodze na szczyt nie daje swoim przeciwnikom żadnych szans. Na dodatek w żadnym wypadku to nie wcielenie wilka w owczej skórze. Jest po prostu inteligentniejszy, bardziej bezwzględny i krwiożerczy od pozostałych drapieżców w grze. Niczym nie ustępuje Walterowi White’owi, a mam wrażenie, że jest wręcz bardziej przerażający, bo pozbawiony tych słabych punktów, jakimi dla kucharza metaamfetaminy są rodzina i szczątkowe poczucie odpowiedzialności za najbliższych pracowników. Większa degeneracja amerykańskiego snu pozostanie zapewne po House of Cards wyzwaniem dla twórców na długie lata.

Wymienione przeze mnie serie oczywiście nie wyczerpują tematu. Tak w telewizji, jak i na dużym ekranie można znaleźć dziesiątki produkcji, które traktują o amerykańskim śnie. Zarówno w klasycznym, mniej lub bardziej napuszonym, hurraoptymistycznym podejściu, jak również w odbrązowiającym temat, wskazującym mniej lub bardziej mroczne zakamarki dążenia do sukcesu krzywym zwierciadle. Jedne i drugie mogą być kawałkiem ciekawego kina/telewizji (choć te drugie zazwyczaj bardziej, nie ma co się oszukiwać) i nie zanosi się na to, żeby temat stracił na aktualności. W końcu niewiele rzeczy podnieca nas tak bardzo jak sukces.


PARTNERZY

Współpracowaliśmy już z wieloma markami.

300px-Upc_logo
TNT_logo_nowe655
Ale_kino+
Jameson_Irish_Whiskey_logo
t-mobile logo
empik
kinopodbaranami
ars
imax
wb
footer-logo
Cinema City
multikino
fortuna
lg logo

KONTAKT

Bardzo chętnie nawiążemy współpracę i odpowiemy na pytania.

Kod: